PPP - wywiad z kierowcą TIRa

Kolejny krok Poznawania Prawdziwej Polski - tym razem wywiad z profesjonalnym kierowcą wielotonowych TIRów, który z perspektywy swojego ponad trzydziestoletniego doświadczenia i wiedzy na temat sytuacji na drogach w wielu europejskich krajach, może ocenić stan naszych rodzimych dróg i problemów tutaj występujących. Tematów i spostrzeżeń, które można by poruszyć z weteranami szos jest na tyle dużo, że w jednym wywiadzie wszystkich ich umieścić nie sposób. Jednak wiele zawartych tu, niezwykle cennych refleksji, sugestii i opinii, zostanie w przyszłości rozwiniętych i uzupełnionych, ponieważ współpraca z zawodowymi kierowcami jest niezbędna przy tworzeniu kompleksowego programu poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce.

Przy okazji warto wyjaśnić prawdziwe znaczenie popularnego skrótu TIR (od "Transport International Routier"). Jest to międzynarodowa konwencja celna dotycząca tranzytu towarów samochodami w transporcie międzynarodowym, która pozwala na uproszczenie procedur na granicach i urzędach celnych w celu zwiększenia efektywności przewozów drogowych. Ciężarówka wyruszająca z jednego państwa jest w takim przypadku sprawdzana i zostaje zaplombowana na granicy kraju, z którego wywozi ładunek i odplombowana oraz skontrolowana dopiero w państwie docelowym, natomiast wszystkie granice państw tranzytowych mija z formalnościami ograniczonymi do minimum. Taki pojazd przewożący ładunek pod osłoną karnetu TIR powinien być opatrzony niebieską tabliczką z białym napisem TIR. Tutaj jednak używać będziemy tej nazwy w popularnym znaczeniu tego skrótu, czyli wielkiej ciężarówki z naczepą.


Imię Zbigniew
Wiek 51 lat

Jakie posiadasz kategorie prawa jazdy i kiedy zdawałeś na nie egzaminy?
B w latach siedemdziesiątych, C+E w latach osiemdziesiątych.

Ile kilometrów dotąd przejechałeś?
Od siedmiu lat pracuję zawodowo w transporcie międzynarodowym i rocznie jeżdżę około 120 tys. kilometrów. W całym moim życiu będzie to około 2,5-3 miliony kilometrów.

Co skłoniło Cię do zrobienia uprawnień na ciężarówkę?
Głównie chodziło o podniesienie kwalifikacji, zwiększenie perspektyw życiowych. Wychowywałem się w Wałbrzychu i w tamtych latach główną perspektywą było górnictwo. Po przeprowadzce musiałem zdobyć jakieś kwalifikacje by móc godnie pracować i zarabiać.

Czy ciężko było wtedy zdać poszczególne egzaminy na kategorie prawa jazdy?
Ja bez problemu zdałem wszystkie za pierwszym razem. Wprawdzie sprzęt był gorszy niż teraz i na przyczepie np. zaczep był dość poluzowany, a sam samochód w nie najlepszym stanie, ale wykonać trzeba było wszystkie postawione zadania egzaminacyjne - cofanie na placu itp. Zresztą na kursach wszystkiego nie można się nauczyć, potem liczy się przede wszystkim doświadczenie. W tamtych czasach obowiązywało też bardziej życiowe podejście. W relacjach między kursantem a instruktorem czy egzaminatorem było więcej szacunku, życzliwości i pokory.

Dlaczego akurat taki zawód wybrałeś?
Potrzeba konkretnego i stałego zajęcia, ale także praca dotycząca transportu, w którym miałem już pewne doświadczenie pracując na kolei.

Częściej jeździsz po Polsce czy za granicą?
Za granicą. W Polsce jest tylko załadunek i siedziba firmy, w której pracuję, a później już wyjazd z towarem poza granice kraju.

Jakimi samochodami najczęściej jeździsz? Czy występują znaczące różnice w prowadzeniu, obsłudze, a także - bezpieczeństwie pomiędzy różnymi modelami?
W zasadzie wszystkimi, jakie są obecnie w obiegu, czyli Renault, MAN, Scania, Volvo, DAF. Wszystkie są podobne, budowane według ogólnie przyjętych zasad i schematów, a różnice dotyczyć mogą np. sposobu zmiany biegów, ale to drobnostki, więc nie mam swojego ulubionego modelu i jeżdżę tym, który akurat jest podstawiony. W zakresie bezpieczeństwa - tak jak w przypadku osobówek za najlepsze w tej dziedzinie uważane są szwedzkie, jak Volvo, Scania.

Czy zdarza Ci się jechać nie w pełni sprawnym samochodem? Jeżeli tak, to czy jest to zależne od nacisków pracodawcy czy sam w całości dbasz o stan swojego wozu?
Podstawowe rzeczy jak hamulce czy opony muszą być w dobrym stanie, a płyny na odpowiednim poziomie. Drobne usterki zawsze się zdarzają i uniknąć ich nie można, ale wiadomo, że dbając o stan własnego samochodu dbam jednocześnie o bezpieczeństwo przewożonego ładunku, jak i o swoje życie. Właściciel nie oszczędza na podstawowych sprawach mając świadomość, że najważniejsze jest, aby dowieźć towar w nienaruszonym stanie i bez opóźnień, co mogłoby się nie udać w przypadku wystąpienia jakiejś poważnej usterki wynikającej z zaniedbania. Ufa pracownikom i liczy na ich zdrowy rozsądek.

Czy często łamiesz przepisy związane z prędkością, dopuszczalną masą, czasem pracy lub inne? Jeżeli tak, to czy jest to wynik Twojej własnej decyzji czy pewnego nacisku pracodawcy? Jak oceniasz ogólne tendencje "w branży" w tym zakresie?
Nie, jeżeli mam mówić za siebie, to wszystko jest dobrze. Tylko transporty wewnątrz Polski mają liczne uchybienia, bo kontrole nie są częste, więc możliwość "wpadki" jest niska, a to potęguje chęć zwiększenia zysku, bez względu na ewentualne koszty poniesione przez innych. Poza krajem są kontrole, mają wagi osiowe, więc prędzej czy później wyszłyby ewentualne usterki czy nieodpowiedni tonaż. Tak samo na granicy - nie opłaca się być zawróconym z powodu łysych opon. Kierowcy sami o to dbają, bo odpowiadają za to.
Terminy są takie aby zdążyć z towarem na czas, uwzględniając długie odpoczynki by lepiej się wyspać, a co za tym idzie - być lepiej skoncentrowanym w trasie.

Jak oceniasz zachowanie kierowców innych samochodów, osobówek w Polsce i za granicą, gdy jedziesz ciągnikiem siodłowym z naczepą? Co ci przeszkadza, denerwuje, co byś mógł im doradzić?
Przede wszystkim młodzi są niebezpieczni. Ostatni przypadek, gdy młody chłopak wyprzedzał na podwójnej ciągłej, w obrębie skrzyżowań i przejść dla pieszych, również to potwierdza. Jak jeżdżę, to stosuję w pełni zasadę ograniczonego zaufania - nikomu nie ufać. Nawet, jeżeli mam zielone światło, pierwszeństwo przejazdu, to zawsze patrzę na sytuację na drodze.
Większość kierowców nie ma kompletnie świadomości możliwości TIRa, lub ich braku w pewnych sytuacjach. Załadowany 40 tonowy zestaw nie jest w stanie zatrzymać się tak jak osobówka. Sytuacje nieodpowiedniego wjeżdżania między ciężarówki w kolumnie (sam widziałem efekt takiego postępowania w postaci samochodu-harmonijki) czy hamowanie zaraz po wyprzedzaniu są dość częste i bardzo niebezpieczne, dlatego zawsze staram się te minimum 50 metrów odstępu zostawić.
Co jeszcze mnie denerwuje: ślamazarne ruszanie spod świateł, a szczególnie w tym względzie kobiety - a to makijaż, lusterko, komórka.

A jak jest z motocyklistami, rowerzystami i pieszymi? Czy są świadomi możliwości samochodu, który prowadzisz np. w zakresie drogi hamowania i manewrowania?
Katastrofą są nieoświetleni rowerzyści. Szczególnie w nocy. Może nawet powinno być wprowadzone obowiązkowe oświetlenie przez cała dobę dla rowerów, jak w przypadku motocykli (albo przynajmniej kamizelki odblaskowe, dość dobrze widoczne z daleka), choć uważam, że oni sami powinni mieć świadomość, jakie niebezpieczeństwo dla samych siebie stwarzają. Kompletna ignorancja własnego bezpieczeństwa.
Piesi też bardzo często wykazują się lekkomyślnością. Chodzą niewłaściwie prawą stroną jezdni, a przecież to im powinno najbardziej zależeć by dostrzec nadjeżdżający samochód. Nagminne są także wtargnięcia na ulice, a w szczególności na pasach - zapewne w poczuciu nieograniczonego pierwszeństwa. Wina zazwyczaj będzie leżała po stronie kierowcy, ale to pieszy, który wpatrując się w ziemię nie upewni się czy coś nie nadjeżdża, będzie odczuwał największe konsekwencje wypadku. A ciężarówce najwyżej błotnik się zarysuje.
Te przykłady moim zdaniem nie świadczą o nieznajomości przepisów, ale o ich kompletnym lekceważeniu.

Gdzie Ci się lepiej jeździ - w Polsce czy za granicą? Jakie są główne różnice?
Oczywiście, że za granicą. Przede wszystkim jakość dróg i autostrady. Czechy mogą być tutaj przykładem, gdzie już prawie cały kraj pokrywa sieć dobrych autostrad. A w Polsce - dziury i nierówności, jednym słowem: tragedia. Przykład Czech dla Polski jest tutaj bardzo dobry, bo widać, że naszym południowym sąsiadom naprawdę zależy (obecnie planowane połączenie z Kudowy do Hradec Králové). Widać, że myślą przyszłościowo. W innych krajach też jest bardzo dobrze, choćby pod względem oznaczeń dróg, które są idealne i ułatwiają dojazd do firm zlokalizowanych na peryferiach miast.

Co Twoim zdaniem powinno się zmienić w Polsce na wzór innych państw?
Tak jak mówiłem wcześniej: drogi, autostrady. Południowo-zachodnia część kraju jeszcze nie jest taka zła, ale jak już pojedzie się w okolice Łodzi, czy na wschód, to makabra ! ! !
Już nie wspominając o samym bezpieczeństwie, bo często w koleinach samochód zaczyna żyć własnym życiem. Jest to szczególnie niebezpieczne w nocy, gdy w dodatku trzeba się wyminąć z jakimś innymi TIRem.
Mnóstwo jest na drogach znaków ostrzegawczych i informacyjnych związanych ze stanem dróg, ale ogromna większość z nich byłaby zbędna gdyby stan nawierzchni nie był taki, jaki jest. Taka ich liczba mi nie przeszkadza, ale dla drogowców łatwiej przecież znak postawić, niż porządnie naprawić drogę. Straszne jest też partactwo, bo przecież normalnym nie jest, żeby dany odcinek drogi remontowano regularnie, co kilka miesięcy.

Może teraz nieco przewrotne pytanie: co z rozwiązań polskich można by przenieść na zagraniczne drogi? Czy jest w ogóle coś takiego?
Kontrole są tutaj dużo mniej uciążliwe. Policja w Niemczech potrafi podjeżdżać na parkingach, postojach i przeprowadzać tam kontrole stojących ciężarówek. Przeszkadza to bardzo w odpoczynku, a poza tym jest dosyć duża dyskryminacja Polaków podczas takich kontroli, np. gdy ode mnie wymagają zabezpieczenia ładunku kilkunastoma pasami, to od Niemca wymagają tylko kilku. Poza tym jest to dla nich dobry sposób na zarabianie pieniędzy, bo wiadomo, że jak będą chcieli to zawsze coś znajdą.

Między jakimi państwami najczęściej jeździsz i który z nich ma Twoim zdaniem najbardziej i najlepiej rozwiniętą infrastrukturę drogową?
Niemcy, Szwajcaria, Austria, czasem Holandia, a ostatnio też Czechy. Niezaprzeczalnie najlepiej jest w Niemczech. Mają oni ponad 12 tysięcy kilometrów autostrad i cały czas rozbudowują i unowocześniają swoje drogi. Przecież nawet USA przejęły niemieckie technologie w zakresie budowy dróg, a już przed wojną byli oni pionierami w tej dziedzinie.

Jak sądzisz, dlaczego akurat tam tak jest?
Przemysł sprzyja inwestycjom i rozwojowi. W Polsce wielu inwestorów pouciekało między innymi ze względu na zbyt duży czas przejazdu np. z Warszawy do Gdańska, a jak wiadomo czas to pieniądz, więc brak dobrze rozwiniętej sieci dróg hamuje ogólny rozwój. Drogi to podstawa gospodarki - im prędzej sobie to uświadomimy tym lepiej.

Czy widać różnice w traktowaniu się wzajemnie na drogach przez uczestników ruchu w Polsce i za granicą?
Za granicą przede wszystkim jest kultura. Jeżeli jest ciągła linia, zakaz - to się go przestrzega. Polak jak jedzie poza krajem to też przestrzega, ale tutaj na miejscu jakiś diabeł w niego wstępuje. Szczególnie niebezpieczne są też powroty do Polski, lub po prostu do domu, bo nawet badania pokazują, że najwięcej wypadków zdarza się w ostatnich 30 minutach jazdy, gdy po wielogodzinnej podróży kierowca staje się już zbyt rozluźniony myśląc tak, jakby już dojechał na miejsce.

Czyli za granicą ludzie bardziej przestrzegają przepisów - a co z kontrolami drogowymi i nieuchronnością kary?
Raczej jak przestrzegasz to nic ci nie grozi. Jak już mówiłem mogą się zdarzać co prawda pewne dyskryminacje cudzoziemców i większa nadgorliwość podczas kontroli, ale przy ogólnym bilansie podróże tam są o wiele bardziej komfortowe.

Czy jesteś za obowiązkiem jazdy na światłach mijania przez cały rok?
Nie. Moim zdaniem nic to nie daje. Każdy sam powinien umieć podjąć decyzję kiedy włączyć, a kiedy nie - nawet latem. Jak jest potrzeba to włączam, czy to jadę przez las, czy jest pochmurno - zależy to od aktualnych warunków, a nie np. daty w kalendarzu. Dlatego nie jestem za obowiązkiem jazdy na światłach przez cały rok.
Za granicą występuje pewnego rodzaju konformizm w tym zakresie - jak jest już lekko pochmurno to część kierujących włącza, a po jakimś czasie już wszyscy jadą oświetleni. W Polsce natomiast nawet jak jest obowiązek czy fatalne warunki, to i tak część jeździ bez świateł. A czasem w drugą stronę - nadgorliwa i nieuzasadniona jazda na światłach drogowych lub przeciwmgielnych.

Jak często w trasie pomaga Ci kontakt z innymi kierowcami przez CB, np. w zakresie omijania kontroli drogowych, zatorów czy pomocy w razie ewentualnej awarii lub usterki?
Solidarności raczej nie ma, występuje bardzo sporadycznie. Rozmowy oczywiście są, jeżeli trafię na kierowcę innego TIRa, który też jedzie w tym samym kierunku - wtedy czas szybciej leci i zanika trochę poczucie samotności. Niekiedy wykorzystuję informacje żeby dojechać najlepszą trasą lub ominąć kontrole drogowe, bo wiadomo, że to strata czasu, ale też różnie bywa i zawsze coś tam kontroler może znaleźć.
Jestem też za zlikwidowaniem pozwolenia na montowanie CB w samochodach osobowych tj. w pojazdach, które nie pracują w transporcie. Jest mnóstwo przypadków gdy kierowcy zwykłych osobówek zwyczajnie zaśmiecają kanał. Ja już potrafię od razu rozpoznać czy odzywa się doświadczony kierowca ciężarówki czy jakiś młokos. Z takimi w ogóle nie rozmawiam, bo wiadomo po co oni to montują - żeby uzyskać informacje czy na danej trasie nie ma żadnej policji i wtedy już pędzą na urwanie głowy. Zdarzają się przekleństwa, a przecież np. w autobusach podróżują także dzieci. Strasznie to przeszkadza i denerwuje, dlatego jestem przeciwny takiej powszechności i zezwalaniu na posiadanie CB każdemu.

Czy miałeś już jakieś wypadki, kolizje, stłuczki jako kierowca ciężarówki czy samochodu osobowego?
Jako TIRowiec na szczęście jeszcze nic, żadnej. Przede wszystkim zawdzięczam to stosowaniu zasady totalnego ograniczenia zaufania i myśleniu za innych. Na osobówce miałem jeden wypadek.
Z twojej winy?
Nie. Kilka lat temu koło Świdnicy jakiś chłopak wyprzedzał na trzeciego na podwójnej ciągłej linii, zepchnął mnie do rowu i dachowałem.

Powiedz, czy znajomość któregoś z oznaczeń umieszczanych na naczepach czy ciągniku siodłowym przydałaby się tzw. laikom i ułatwiła jazdę wśród TIRów? Czy oznaczenia ograniczenia prędkości (70), (80) umieszczone z tyłu na naczepach lub zielone (L), (2), (3) maja jakieś umocowanie w przepisach?
Nie mają w zasadzie żadnego znaczenia, a kierowcy i tak jeżdżą wbrew temu co sobie "nakleili". Ja niczego takiego nie stosuję. Natomiast zielone okrągłe (L) jest oznaczeniem ekologiczności pojazdu, a liczby to stopień jej klasy. Większość ma 2, a te najnowsze już 3.

Jak odnosisz się do sloganów, szczególnie popularnych po nagłośnieniu pojedynczego wypadku z udziałem TIRa, mówiących, że kierowcy ciężarówek to drogowi zabójcy?
Powiedzmy sobie szczerze, wypadki z udziałem ciężarówek to niewielki procent całej liczby różnego rodzaju wypadków drogowych, a ponad 70% udziału w tej niechlubnej statystyce mają osobówki. Wiadomo, że kierowca załadowanego, czterdziestotonowego tira, gdy zaśnie za kierownicą czy z powodu słabej koncentracji popełni choćby teoretycznie niewielki błąd, może spowodować wypadek, którego skutki prawdopodobnie będą gorsze.
Większość pracowników transportu drogowego w Polsce jeździ na siłę. Ja natomiast zawsze gdy poczuję się zmęczony od razu zjeżdżam na postój, żeby się przespać jakiś czas. Nawet jeżeli zostało mi do firmy już tylko 100 km to wolę stanąć i odpocząć, niż potem żałować.

Jaka jest szacunkowa średnia wieku, tendencje wśród kierowców TIRów?
Młodzieży jest sporo (tak około 23-30 lat), ale dużo też powyjeżdżało do pracy - do Irlandii, Anglii. U nas w firmie na sześciu kierowców najmłodszy ma 42 lata, a reszta jest po pięćdziesiątce.

Czy można powiedzieć o pewnego rodzaju lojalności wśród profesjonalnych kierowców? Czy "trzymają się razem"?
Szczerze mówiąc to niespecjalnie. Polacy to straszne gaduły, ale w rzeczywistości jak przyjdzie co do czego - umywają ręce... a to klucza odpowiedniego nie ma, a to czas nie pozwala. Raz czekałem ponad 4 godziny na trasie zanim ktoś się zatrzymał i pomógł.

Jak odnosisz się do stworzenia baz przeładunkowych pod wielkimi miastami (to stamtąd dopiero mniejszymi pojazdami towar dowożony byłby do poszczególnych odbiorców w mieście), co znacząco rozładowałoby ruch wewnątrz miast?
Jestem jak najbardziej za! O wiele lepiej jest dojeżdżać do bazy przeładunkowej i tam się rozładować, niż przeciskać w korkach ulicami miast. W Sosnowcu jest jedna tego typu baza, z której towar rozwozi się do innym miast Polski. To powinno być standardem.

Czy takie rozwiązania są powszechne w Europie?
Jak najbardziej. Firmy ulokowane są na peryferiach miast. Brak jest tam zwartej zabudowy co ułatwia dojazd.

"TIRy na tory"?
Oczywiście. Będzie to działało z korzyścią dla państwa. Drogi nie będą tak niszczone, kolej zarobi. Cały czas dziwię się, że PKP ma takie trudności finansowe, a przecież uruchomienie transportu kolejowego ciężarówek, które przejeżdżają przez nasz kraj tranzytem ze wschodu na zachód , dałoby duże zyski i odciążyło transport krajowy. Wiąże się to jednak z przebudową - przede wszystkim wiaduktów, które musiałyby mieć większą nośność, oczywiście z podjęciem odpowiednich działań, inwestycji – choćby w zakresie a także z koniecznością zakupu odpowiedniego taboru przystosowanego do przewozu TIRów. Taki kolejowy transport, przykładowo na trasie Polska-Włochy, byłby na pewno bardziej ekologiczny, tańszy i wygodniejszy.

Jaka jest Twoja znajomość zasad udzielania pierwszej pomocy i gdzie zdobyłeś posiadaną wiedzę i umiejętności w tej dziedzinie?
Tylko tyle co na kursach prawa jazdy się dowiedziałem, a było to już jednak trochę dawno. Uważam, że powinny być częstsze obowiązkowe szkolenia z tego zakresu, bo wprawdzie nie wiem jak jest obecnie na kursach prawa jazdy, ale około 2 lata temu jak miałem szkolenie w zakresie kwalifikacji zawodowych [obowiązkowy kurs dokształcający dla kierowców wykonujących transport drogowy] to nie wspominali o tym ani słowa.

Aż boję się zapytać czy musiałeś kiedyś w praktyce wykorzystywać swoje umiejętności udzielania pierwszej pomocy?
Na szczęście nie musiałem tego robić. Ostatnio wprawdzie zmuszony byłem stać na autostradzie w Niemczech z powodu wypadku, ale jak dotąd nie zdarzyło mi się trafić jako pierwszy na miejsce wypadku. Gdyby tak się stało oczywiście pomógłbym jak najlepiej potrafię przy wykorzystaniu posiadanych informacji, intuicji i zdrowego rozsądku.

Czy Polacy są najbardziej niebezpiecznymi kierowcami w Europie?
Nie. Choćby nasi południowi sąsiedzi - Czesi - też jeżdżą bardzo ostro, więc nie jest to domena tylko naszego narodu. Czesi są niegrzeczni, nie podziękują za ewentualną pomoc, wymuszają pierwszeństwo, wciskają się między samochody. Może to jest spowodowane chęcią popisania się przed kierowcą TIRa, albo to taka zwyczajna młodzieńcza bezmyślność.

Wymień najczęstsze problemy, kłopoty i bolączki w Twojej codziennej pracy?
Czekanie na załadunek, gdy firma się na czas nie wyrobiła. Wtedy pory dnia się przestawiają i trzeba czasem jechać w nocy, a spać w dzień. Większych problemów nie ma. Robi się co się robi, praca ciągle prawie taka sama. Nie mogę narzekać.

Jeszcze jakaś rada dla wszystkich kierowców w Polsce?
Więcej kultury na drodze. Żeby nie było tak, że jeden drugiego by zjadł. Mniej szpanerstwa i popisywania się na drodze.

Dziękuje za rozmowę i szerokiej drogi!
      Wojciech Gajewski

Do góry