Prawie jak apteczka

Czy cienki kawałek węgla nazywamy ołówkiem? Czy prosty kalkulator jest komputerem? Nie, bo przyjęte nazewnictwo niesie ze sobą pewne cechy przedmiotu, zazwyczaj funkcjonalne. W niektórych przypadkach nazewnictwo, zwłaszcza w handlu, jest regulowane przez prawo.

Wczoraj z wielką przyjemnością wydałem pieniądze na coś zupełnie bezużytecznego. Wariat? Może. Chciałem jednak sprawdzić, do jakiego stopnia może się posunąć producent wykorzystując zamieszanie spowodowane nieprzemyślanym ustawodawstwem, a człowiek – jak bardzo potrzebuje czystego sumienia.

Przechodząc alejką „samochody” jednego z hipermarketów, pośród wielu dziwnych produktów (łańcuchy przeciwśnieżne w spray’u, zabawki do powieszenia pod lusterkiem czy tandetne naklejki „TURBO”) jeden przykuł moją uwagę. A stało się tak m.in. dlatego, że kilka miesięcy temu przeszedłem podstawowy kurs ratownictwa drogowego, który uświadomił mi jak bardzo, tandetny sprzęt może utrudnić ratowanie ludzkiego życia. Dowiedziałem się, że „wypasiona” apteczka warta jest około 800 zł, a same nożyczki do cięcia odzieży ponad 70 zł. Z łatwością można nimi przeciąć pięciogroszówkę, nie ma więc problemu z dżinsową lub skórzaną kurtką. Jednak nie każdy może sobie pozwolić na uzbrajanie się w sprzęt ratowniczy aż takiej wartości. Z resztą, aby korzystać z dobrodziejstw zestawów ratowniczych należy posiadać pewne umiejętności, najlepiej poparte regularnymi treningami (np. na rajdach ratowniczych). Ja oceniam swoje umiejętności co najwyżej jako podstawowe. Dobrałem więc sprzęt do moich możliwości – jeśli więc złodziej zajrzy do mojego bagażnika, będzie jakieś 200 zł „do przodu”. Całkiem „rozsądne” apteczki można nabyć już za około 40-70 zł. Nie są wyposażone idealnie, ale z wielu różnych przyczyn wyposażenia ambulansu nie możemy ze sobą wozić. Jednak zestaw w cenie piętnastu litrów benzyny pomoże nam, w razie napotkania wypadku, nie dołączać do grona mądrych Polaków po szkodzie.

Co więc nakłoniło mnie do wczorajszego zakupu? Cena. A dokładniej ciekawość… tego, w jaki sposób ktoś chciałby ratować życie lub zdrowie przy pomocy apteczki za… 3 zł 95 gr. Wrzuciłem więc zdobycz do koszyka i czym prędzej skierowałem się ku kasie. Już sama masa produktu nie pozwoliła oczekiwać w środku wiele więcej niż powietrza. Po zapłaceniu rozerwałem folię, otworzyłem pudełeczko i potwierdziła się reguła, że cena jest odzwierciedleniem jakości.

Spis zawartości zawiera 8 punktów, z których trzy to „administracja” – spis zawartości itp. Wyposażenie medyczne waży 9g, a są to: opaska dziana, kompres jałowy, dwa plastry wodoodporne i agrafka. Nie ma nawet maseczki do sztucznego oddychania. Ale z drugiej strony czemu się dziwić – podniosłaby koszt zestawu o 40%. Nie życzę nikomu, aby w nagłej sytuacji jedynym narzędziem ratunkowym był taki zestaw.

Oxan

Jak więc powinna być wyposażona apteczka? O kilka rad poprosiliśmy instruktora ratownictwa PZMot, Jarosława Jastrzębskiego:

Apteczka pierwszej pomocy to podstawowe wyposażenie każdego ratownika. Właściwie skompletowana pozwoli na szybkie i skuteczne działanie na miejscu akcji ratowniczej. Ponieważ mowa o samochodowej apteczce, zatem jej zawartość będzie się różniła od np. apteczki domowej czy w zakładzie pracy, a to ze względu na szczególne sytuacje, w których zostanie użyta.

Wyobraźmy sobie wypadek drogowy. Nie mam tu na myśli wypadku masowego czy katastrofy, ale zderzenie pojazdu z przeszkodą lub z drugim pojazdem. Zastanówmy się, co jest niezbędne, co może się przydać, a czego na pewno nie wykorzystamy?

Pierwsza i oczywista kwestia to bezpieczeństwo ratownika. Jaki będzie z niego pożytek, gdy sam „polegnie” na miejscu akcji? Mam tu na myśli przede wszystkim urazy i obrażenia, których może doznać, lecz nie zapominam o HIV.

Artykuł 41. Ustawy Prawo o Ruchu Drogowym stanowi:

"Osoba wykonująca roboty lub inne czynności na drodze jest obowiązana używać w sposób widoczny dla innych uczestników ruchu elementów odblaskowych odpowiadających właściwym warunkom technicznym."

Element odblaskowy w postaci kamizelki to pierwszy zakup do naszej apteczki. Oczywiście są inne przedmioty wyczerpujące definicję „elementu odblaskowego”, lecz kamizelka, dzięki której jesteśmy widoczni w 50% (od pasa w górę), w moim odczuciu, to podstawa.

Nie wyobrażam sobie ratownika, który przed przystąpieniem do udzielania pierwszej pomocy obcej, krwawiącej osobie nie założy rękawiczek ochronnych. Ich brak to po prostu głupota. W tym miejscu gorąco namawiam do zakupu kilku par rękawiczek nitrylowych, lateksowe bowiem bardzo źle znoszą kontakt z benzyną oraz zwyczajnie parcieją w miarę upływu czasu. Oprócz ochrony dłoni, należy również zabezpieczyć oczy. Jeśli dostanie się do nich krew zakażona wirusem to kłopoty gotowe. Dobre okulary koniecznie powinny się znaleźć w naszej apteczce.

Kolejnym elementem wyposażenia podstawowej apteczki będzie jak największa ilość materiałów opatrunkowych. Opaski dziane, codofix (elastyczna opaska opatrunkowa), dzięki której unikniemy długiego i żmudnego bandażowania, chusty trójkątne, duże plastry z opatrunkiem, kompresy gazowe - to znaczna część zawartości apteczki.
Jednym z najistotniejszych elementów wyposażenia jest koc termiczny, zwany także folią NRC. Ten niewielki przedmiot jest w stanie ogrzać ofiarę wypadku, zapobiega zatem wychłodzeniu oraz jest niezbędny przy postępowaniu przeciwwstrząsowym. Ułożenie nieprzytomnego poszkodowanego w pozycji bocznej ustalonej również nie może obejść się bez termoizolacji.

Uwidocznienie urazów i obrażeń to rzecz niezbędna. Rozcięcie odzieży (grubej zimowej kurtki, kożucha czy pasów bezpieczeństwa) jest w zasadzie niemożliwe bez sprawnych, dobrze wykonanych nożyczek. Dla większego bezpieczeństwa powinny być stępione na końcach tak, aby nie kaleczyć dodatkowo ofiary wypadku. Wbrew pozorom, takie nożyczki nie muszą być ostre jak brzytwa, natomiast technologia wykonania gwarantuje ich poprawne działanie przez wiele lat.

Na koniec maseczka do sztucznego oddechu. Najprostsza w wykonaniu to kawałek folii zaopatrzony w środkowej części w specjalną włókninę, która przepuszcza powietrze tylko w jedną stronę.

Podsumowując:
- kamizelka odblaskowa,
- rękawiczki ochronne,
- okulary ochronne,
- duża ilość materiałów opatrunkowych,
- folia NRC,
- nożyczki z tępym końcem,
- maseczka do sztucznego oddechu
to elementarne wyposażenie apteczki samochodowej.

Pamiętajmy, aby wszystkie te rzeczy były solidnie wykonane. Jeśli będziemy pewni ich działania to unikniemy niemiłych niespodzianek, które mogą kosztować czyjeś zdrowie lub życie.

Jeśli chodzi o wyposażenie dodatkowe lub, jak kto woli bardziej „wypasioną” apteczkę, to namawiam do uzupełnienia tej podstawowej w kilka przydatnych drobiazgów. Zaliczymy do nich latarkę mocowaną na czole (wolne ręce), młotek do zbicia szyby lub łapki – łomy do wyważenia drzwi pojazdu – czyli przedmioty umożliwiające dostęp do poszkodowanych.

Warto także zakupić szyny usztywniające SAM SPLINT, które są wykonane z bardzo plastycznego materiału i łatwe w przechowywaniu ze względu na małe gabaryty oraz jednorazowe tekturowe kołnierze usztywniająco – stabilizujące.

Dla najbardziej wymagających ratowników, dysponujących ponadto odpowiednio grubym portfelem, polecam bardzo przydatne kołnierze usztywniająco – stabilizujące wykonane z tworzywa sztucznego z możliwością regulacji, opatrunki jednorazowe na oparzenia (tzw. hydrożele), worek samorozprężający Ambu, jak również opatrunki zastawkowe do zaopatrzenia odmy. Chcąc jednak skorzystać z tego wyposażenia należy odbyć przeszkolenie.

Skoro wiemy już w co warto wyposażyć naszą samochodową apteczkę, zastanówmy się, czego nie powinna zawierać.

Na pewno nie znajdziemy w niej żadnych lekarstw czy płynów. Wszelkiego rodzaju tabletki typu węgiel, altacet, apap itp. lub środki dezynfekujące jak spirytus salicylowy, jodyna czy woda utleniona nie są nam potrzebne na miejscu wypadku. Podanie lekarstw może odnieść skutek odwrotny od zamierzonego, gdyż środki te, w połączeniu z podanymi przez lekarza pogotowia, nie koniecznie zadziałają tak jak zazwyczaj. Istnieje także ryzyko uszkodzenia opakowania któregoś z płynów w apteczce, co spowoduje wylanie się zawartości i sklejenie np. nożyczek przez gencjanę czy jodynę oraz zamoczenie materiałów opatrunkowych. Pamiętajmy, że lekarz pogotowia ratunkowego na pewno poda poszkodowanemu leki przeciwdziałające zakażeniu.

Jeden ze znanych mi lekarzy, legitymujący się znacznym doświadczeniem, opowiedział historię z życia wziętą.
Oto pewnego letniego poranka, na trasie szybkiego ruchu, kierujący samochodem osobowym z najwyższej półki, pokonując dość ostry zakręt nie zapanował nad pojazdem, na skutek czego dachował na pobliskim polu. Ponieważ był to gorący okres żniw, pracujący tam rolnik widząc zdarzenie postanowił czym prędzej pomóc niefortunnemu kierowcy. Gdy dobiegł do wraku auta spostrzegł apteczkę. Spodziewał się znaleźć w niej to, czego potrzebował ranny, zatem otworzył opakowanie i widząc tabletki oraz płyn w buteleczce bez etykiety (odpadła ze starości i leżała w środku obok innych), bez wahania wsypał garść pigułek w usta ofiary, całość zalewając cieczą mającą ułatwić połknięcie specyfików. Sekcja zwłok wykazała, że tabletki to altacet, a płyn okazał się spirytusem salicylowym. Odradzam zatem wożenie w apteczce samochodowej rzeczy, które mogą zabić.

Na zakończenie pragnę zachęcić wszystkich czytelników do uczestnictwa w kursach i szkoleniach z pierwszej pomocy przedmedycznej. Wiedza zdobyta podczas zajęć to prawdziwy skarb i warto ją posiadać, chociaż nikomu nie życzę, aby musiał z niej korzystać. Jeśli nasunęły się jakieś pytania lub wątpliwości, zapraszam na forum lub na Skype (ratownick1).

Instruktor Ratownictwa Drogowego PZM

Jarosław Jastrzębski





 


Do góry